poniedziałek, 26 stycznia 2015
Chojrak tchórzliwy pies...
Chojraka znam z mojego dzieciństwa, bowiem zdarzało mi się go oglądać. Nie chciałam też, aby ten post brzmiał, powiedzmy, specjalistycznie, w stu procentach poważnie, bo nie o to mi chodzi. Więc Chojrak nadaje się idealnie jako małe rozbawienie do takiego tematu, pozwala on podejść do tego z lekką dawką humoru. :)
Wprawdzie Młody nie jest różowym pieskiem z dziurawym zębem, ale z Chojrakiem łączy go jedna rzecz - boi się. Nie wszystkiego, bo chociażby fajerwerki, petardy, a właściwie ich huk, nie wywołuje u niego żadnych reakcji. Cały Sylwester przesypia. Jednak takie bodźce jak obcy ludzie, duży ruch uliczny już go przerażają (choć obecnie w zdecydowanie mniejszym stopniu niż kiedyś). Owszem, popełniliśmy błędy w socjalizacji, ale nie tylko to miało wpływ na to jak sytuacja wyglądała jeszcze całkiem niedawno. W każdym bądź razie... W przypadku psa tak temperamentnego jak pinczer lęk niepostrzeżenie i w zastraszającym tempie może przerodzić się w agresję lękową. Wówczas problem jest już spory, trudniejszy do rozwiązania. Czy to oznacza, że pies zagryzie nas w nocy, kiedy będziemy smacznie spać? Nie, ponieważ pies z agresją lękową reaguje tylko na niektóre sytuacje (te, które powodują u niego lęk i strach). W przypadku takiej sytuacji również niekoniecznie musi dojść do ataku, bowiem pies - jeśli będzie miał taką możliwość - zdecyduje się na ucieczkę, a nie na atak.
Jak nasze życie wyglądało i jak wygląda? Jeszcze z półtora roku temu mieliśmy na prawdę moment niezwykle kryzysowy. Młody potrafił zaatakować, jak nam się wówczas wydawało, bez powodu. Ataki stawały się coraz częstsze, a my miałyśmy coraz większy mętlik w głowach. Co zrobić? Gdzie prosić o pomoc? Nie miałam wtedy wielu znajomych psiarzy z okolic, ciężko było cokolwiek znaleźć. Wiedziałam jednak, że nie chcę kogoś kto określa się głównie mianem "tresera" bądź "trenera". Szukałam behawiorysty. I w końcu udało się znaleźć. Niedługo minie rok odkąd jesteśmy na tak zwanej terapii behawioralnej (zaczęliśmy ją dokładnie 25 lutego 2014 roku). Pies bardzo się zmienił. Owszem, żadna obca osoba nie może go dotknąć, gwałtownie się zbliżyć, ale Nico potrafi już spokojnie iść obok nieznajomej. Generalnie w centrum miasta zachowuje się już bardzo ładnie. W listopadzie lub grudniu byliśmy właśnie na takim miejskim spacerze, w centrum Leszna - Młody na początku był nieco zestresowany, ale potem wyluzował, szedł ładnie przy nodze i nawet był w stanie się skupić i wykonać najprostsze komendy (typu siad). Przede wszystkim jednak ataki są zdecydowanie rzadsze, lżejsze w skutkach, a my potrafimy się domyślić przyczyny takiego zachowania. Cały czas oczywiście pracujemy nad tym, aby ataków nie było wcale, ale tak jak jest obecnie jest na prawdę dobrze - w porównaniu do przeszłości.
>
Duży wpływ na nasze postępy ma nie tylko sama praca, ale również leczenie farmakologiczne. Pan Pinczer dostaje tabletki, które go uspokajają, powodują, że nie jest nadpobudliwy (i nie, tu nie chodzi o to iż ma za mało ruchu, to zupełnie inna kwestia). Niedługo zacznie dostawać także inny lek, teraz niestety nie pamiętam nazwy. W dodatku Terrorysta jest wykastrowany, co również bardzo pomaga, ponieważ nie jest sfrustrowany z powodu tego, iż nie może przedłużyć gatunku, tak to ujmę. Nie można jednak liczyć na to, że same tabletki czy inne leki załatwią sprawę. Podczas ostatniej wizyty nasza pani behawiorystka opowiedziała nam historię pewnej 8-letniej suczki rasy shar-pei, która w wyniku złej socjalizacji nie przepada za małymi dziećmi. Tymczasem właścicielom, około pół roku temu, urodziło się dziecko. I pojawił się problem. Zalecenia były takie, aby z psem ćwiczyć, KONGi, różne żwacze, kości i te sprawy, po prostu, żeby pies miał co robić. Zakup bramek również był zalecany - pies byłby oddzielony od dziecka, stresu mniej itp. Niedawno pani behawiorystka została poinformowana, że pies ugryzł dziecko. Przy rozmowie okazało się, iż niemal żadna z rad nie została wykonana, poza jedną - podawaniem leków. Sunia miała dwa, krótkie spacery dziennie na siku, później w domu nie robiła nic, zero możliwości zużycia energii... Po prostu państwo oczekiwali, że same leki wszystko załatwią, a tak nie jest. Leki to jedynie pomoc. Obecnie suczka szuka kochającego domku, tak tylko powiem.
A jaką granicę pies "musi" przekroczyć, żeby skończyć walkę? Generalnie specjaliści dzielą agresję, jakby na sześć poziomów. Do stopnia trzeciego można śmiało próbować pracować z psem, naprawiać błędy. Stopień trzeci to ugryzienie, dość mocne, bo do krwi, ale bez szarpania. Powyżej stopnia trzeciego są już właśnie rany szarpane. Osobiście jestem zdania, że próbować można z każdym psem (chociaż podobno szósty poziom to już definitywnie eutanazja), ale w ramach rozsądku. To znaczy, jeśli nic nie przynosi efektów, a próbujemy już długo... Nico, kiedy zaczynaliśmy terapię był bodajże na stopniu pomiędzy drugim, a trzecim. Obecnie nawet nie wiem na którym jest.
Także, podsumowując. Z psem lękliwym da się żyć. Czasami przypadek jest taki, że trzeba zrezygnować ze wszystkich swoich planów - życia sportowego czy wystawowego, ale normalne, codzienne życie nie jest takie złe. O ile dobrze rozpozna się swojego psa, bo to jest zupełną podstawą w przypadku naprawiania jakichkolwiek niepożądanych zachowań. My z Panem Pinczerem staramy się żyć w miarę normalnie, to znaczy: umawiamy się na psie spacerki, amatorsko coś tam sobie ćwiczymy... I stale pracujemy na to, aby było lepiej. :)
Wszystko co tu napisałam nie jest poparte jakimś ogromnym doświadczeniem, a jedynie tym co przeżyłam i nadal w pewnym stopniu przeżywam ze swoim psem.

Witam, nominowałam Twój blog do Liebster Blog Award ;) Pytania znajdziesz tutaj:
OdpowiedzUsuńhttp://rubingp.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award.html
Też mam pinczerka i w końcu natrafiłam na blog który też ktoś ma pinczera.Ja też prowadzę bloga.Tylko że ja mam suczkę.
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu tego posta muszę stwierdzić że też mam pewien problem z psiakiem gdyż ona do nikogo nie podejdzie oprócz domowników a gdy ktoś obcy chce ją pogłaskać to warczy.Od małego jest taka nieufna a z wiekiem coraz bardziej .Nawet jak ktoś do nas przyjdzie to ona trzyma się od niego z daleka i nie da do siebie dojść .To mój blog
Fajnie że ktoś też ma pinczera i prowadzi o nim blog.Na Twój blog natrafiłam dzisiaj
Generalnie pinczery to psy stróżujące i tą nieufność do obcych mają, niejako, "wbudowaną". Jednocześnie powinny być jednak psami pewnymi siebie, więc nieufność ta nie powinna polegać na lęku, warczeniu itp., a na ignorowaniu obcego. Warto zacząć nad tym pracować, aby niepożądane zachowanie czasem się nie pogłębiało.
UsuńPinczery górą! ;)