niedziela, 13 grudnia 2015

Rok zmian

Dokładnie rok temu, 13 grudnia 2014 roku, razem z Panem Pinczerem byliśmy na pierwszym, większym spacero-treningu. W tym poście znajdziecie relację z niego oraz filmik. Teraz, po roku, znów udało się takie spotkanie zorganizować. Na wstępie napiszę to, co napisałam już wczoraj na fan page'u - jeszcze nigdy nie byłam tak dumna z Nico!
Przede wszystkim od razu pragnę zaznaczyć, że prawie nic nie robiliśmy. Jedynie trochę poćwiczyliśmy sztuczki, podjęliśmy próbę szarpania się (ale niezbyt nam to wyszło ;)), ale głównie chciałam się skupić na relacjach Młodego z innymi psami.
Spacer zaczął się od tego, że mama podwiozła nas na leszczyński dworzec, gdzie już czekała reszta ekipy w wersji startowej. Ruszaliśmy spod dworca w grupie czterech osób i pięciu psów. Z perspektywy przechodniów musiało to wyglądać doprawdy ciekawie, bo wyrazy ich twarzy były przeróżne (od o mamo! tyle psów! chore, nienormalne!, po uśmiechy). :) Co niezmiernie mnie cieszy, Nico od początku nie robił dużej spiny. W jego przypadku to jest na prawdę wow. Owszem, zdarzyło mu się warknąć na Daszę czy Nikona, ale było to mimo wszystko w miarę spokojne zachowanie. Cała droga na pola minęła nam bardzo spokojnie, Młody był na prawdę wyluzowany, a tuż przed polami zaczął powoli zachęcać nowych kumpli do zabawy.
Dowód na to, że mój pies nie jest aż takim forever alone - Nico&Nikon
Kiedy dotarliśmy już na miejsce, a ja upewniłam się, że na polach oprócz nas nie ma żywej duszy, Panu Pinczerowi została podarowana wolność. Chyba on sam był zdziwiony, że tak szybko mu zaufałam i odpięłam smycz. :P Tradycyjnie musiałam go zachęcać, żeby pobiegł za innymi psami, bo jest on typem maminsynka, wiecznie kręcącego się pod nogami (ma to swoje plusy i minusy). Aczkolwiek po zachętach, kilkukrotnym wypowiedzeniu przeze mnie idź, odważył się pobiec za Daszką i Nikonem. Szybko jednak wracał do mnie, więc kilkanaście razy powtarzaliśmy schemat: idź --> tak, tak pobiegł! - kurde, znowu wróciłeś... :) Po spokojnym spacerze, znaleźliśmy się na polance, łączce, nawet sama nie wiem jak to nazwać. Tam nieco się "rozłożyliśmy" i tak na prawdę każdy robił to co chciał. Akurat my z Nico robiliśmy mało, o ile nie bardzo mało (tja, nic nowego :D), co nie zmienia faktu, że jednocześnie zrobiliśmy bardzo dużo. Tak jak pisałam na początku, głównie zależało mi na kontakcie Młodego z innymi, tak różnymi psami.
Mały pies w wielkim świecie :)
Po jakimś czasie dołączyła do nas Paulina z Setusem, co spowodowało, że Panu Pinczerowi znowu nieco odwaliło. Ale i tak widzę postęp, chociażby w stosunku do spaceru, który odbył się w tym roku, w lipcu. ;) Ponadto, chyba w końcu zrozumiałam dlaczego Setus się Młodemu nie podoba, a to też zawsze jakiś plus. Jeśli chodzi o nasz główny cel na to spotkanie, został on zrealizowany. Szczerze mówiąc, oczy otworzyły mi się zdecydowanie szerzej, a Terrorysta nie jest w nich już aż tak ogromnym terrorystą. Nadal prezentuje pewne zachowania, których wolałabym, żeby nie było, ale mimo wszystko nie są one aż tak tragiczne. Co nie zmienia faktu, że będziemy się starać to dalej naprawiać, poprawiać i ulepszać. :) Po takim spacerze jak ten wczorajszy, człowiek potrafi dostać wiatru w żagle oraz ogromnej dawki motywacji i siły do dalszej pracy. Bo po prostu przekonuje się, że rzeczywiście są efekty i że po prostu warto. Dla obu stron teamu.
Od lewej: Nikon, Dasza, Sara, Setu, Gabi, Nico
Wszystkie, cudowne foty umieszczone w poście są autorstwa Cioci Pauli, a poniższy świetny filmik stworzyła Ciocia Ala. <3 Dziękujemy bardzo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz