1. Czyżby smycz była za droga?
Wyobraźcie sobie tą sytuację - idziecie ze swoim ukochanym pupilem. Bez większych problemów mijacie różne psy, więc jesteście ze swojego zestawu czterech łap niezmiernie dumni. Minięcie krzyczącego dziecka, uciekającego przed rodzicami, które po chwili przewraca się twarzą na trawę pełną min, także przebiega spokojnie. Aż nagle Waszym oczom ukazuje się nadchodząca z naprzeciwka rodzinka z dwójką yorków. Oczywiście luzem. Macie jeszcze nadzieję, iż psy odwoływalne, ogarnięte... A potem widzicie jeden z tychże yorków pędzi w Waszym kierunku, nie zważając na wołania swojej pańci (cytuję: Rico, no chodź tu! RIIIIIICO!). Po niezbyt przyjaznej reakcji ze strony Waszego burka, york z wielką łaską przybiega do swojej pańci. Później do Waszych uszu dobiegają tylko słowa pańci, która przepytuje swojego czworonoga niczym matka nastolatka, który wrócił dopiero z imprezy u kumpli: gdzie Ty byłeś? Co robiłeś? Klasyk. :)Po takim zdarzeniu przez głowę przebiega Wam myśl czy smycz jest zbyt wymagającym pomyślunku narzędziem, a może jest za droga...? Bo jeśli nie, to dlaczego takowe Rico i inne nieogarnięte burki, biegają sobie luzem, denerwując wszystkich wokół? Do teraz pamiętam jedną sytuację z wakacji, gdy przez yorka kilku rowerzystów omal nie wpadło do jeziora. A co robiła "dumna" pańcia? Oczywiście szła daleko z tyłu wołając tylko: Olafku stój! Powiedziałam, stój! Do dziś pamiętam ton jej głosu i za każdym razem chce mi się śmiać tak samo. Ale płakać trochę też - nad głupotą ludzką.
2. Rowerzysta - król chodnika
Twój pies spokojnie stoi sobie na trawce, dokładnie obwąchując każde źdźbło trawy, żeby wybrać to jedno, jedyne i najlepsze. Nagle ni stąd, ni zowąd, obok Was niczym Pendolino przemyka rowerzysta. Ty o mało nie schodzisz na zawał, nie wspominając o czworonogu. Nie wspominając o sytuacjach, gdy kolarz o mało nie rozjedzie Ci pupila, bo nie dotarła do niego jeszcze taka nowinka techniczna jak dzwonek. Nas uderzało to szczególnie, gdy staraliśmy się, aby Nico nie atakował rowerzystów. Chyba nie muszę wspominać, że takie wypadki niszczyły naszą pracę, albo bardzo ją utrudniały? Obecnie rowerzyści nie wywołują u Pana Pinczera większej reakcji, chyba że rzeczywiście pojawią się znikąd - wówczas potrafią go wystraszyć, ale mu się absolutnie nie dziwię.
3. Pani, on nie gryzie!
Jest to pewne nawiązanie do punktu pierwszego, ponieważ zazwyczaj tenże słynny cytat pada, gdy w naszym kierunku biegnie nieznany nam burek, którego właściciel nie zdążył ogarnąć działania smyczy. Lekko przerażeni próbujecie ogarnąć swojego psa oraz swoje rzeczy, na co słyszycie spokojny głos właściciela: on nie gryzie! Idzie to jeszcze przeżyć, gdy tak zwany podbiegacz, jest rzeczywiście pokojowo nastawiony. Jednak, kiedy w naszą stronę pędzi pies, po którym wyraźnie widać, że nie ma ochoty głosić pokoju i miłości do całego świata, to te słowa są co najmniej irytujące. Pomijając zupełnie fakt, że tego typu zdarzenia, w przypadku takiego psa jak Nico, całkowicie niszczą naszą pracę... Co z tego, iż ja staram się, aby Czarnuch nikomu nie przeszkadzał, skoro zaraz znajdzie się kilku nieogarniętych ludzi i piesków, którzy postanowią poprzeszkadzać nam?Zazwyczaj, gdy wracam ze spaceru, na którym miałam wątpliwą przyjemność zapoznać się z "inteligencją" niektórych dwunożnych istot, wyglądam tak jak na poniższym gifie. Świata nie zmienimy, debili niestety nie ubywa, a wręcz przeciwnie, więc trzeba się skupić na sobie i swojej pracy.
Wraz z Panem Pinczerem życzymy Wam oraz sobie jak najwięcej spokojnych i przyjemnych spacerów! Bo to powinien być relaks, w pełnym tego słowa znaczeniu. :)

Ja dodałabym jeszcze dzieci, które podbiegają do Twojego psa i koniecznie chcą go pogłaskać, nie zważając na Twoje prośby i uwagi, a najlepsze jest to, że rodzice kroczą zaraz za tymi dziećmi i nie widzą w tej sytuacji nic złego ;) Dopiero jak powiesz "może ugryźć" to jest szansa, że dziecko odczepi się od psa, ale może nadal iść za Tobą przez pół miasta, chcąc "pogłaskać pieska!" (potwierdzone info...).
OdpowiedzUsuńO matko, nie znoszę nieodwoływalnych psów, które mimo to całe swoje spacery spędzają luzem. Chociaż nie- nie mam nic do tych psów, to właściciele stanowią problem. Na moim osiedlu jest takich spokojnie z 6 i każde wyjście o bardziej "obleganej" porze to katorga...
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy!
http://psiakowe.blogspot.com
Genialny post, nic dodać, nic ująć! :D
OdpowiedzUsuńDla mnie największym spacerowym absurdem jest "Jestem biegaczem. Masz wiedzieć, że jestem 2m za Tobą, po prostu". Naprawdę, czy tak ciężko jest krzyknąć "uwaga" czy cokolwiek innego, aby zasygnalizować swoją obecność za moim tyłkiem? A potem pretensje, bo przestraszony pies kogoś co najwyżej obwarczał.
OdpowiedzUsuńO tak, biegacze i rowerzyści - największa zmora :D
UsuńPozdrawiamy, Biscuit Life
Och ile to psy uczą cierpliwości...w końcu trzeba jakoś to znosić, chociaż ja przy tym staram się zwracać uwagę. A może ktoś jeden zapamięta i weźmie do serca..
OdpowiedzUsuńEj, ja też lubię przepytywać swojego psa! :D Tylko robię to wyłącznie, kiedy jesteśmy sami, na przykład mam teren do spuszczenia i odbiegnie za daleko, wtedy musi mi się tłumaczyć, co było tam takiego ciekawego. Robię to raczej z ironią, spokojnie :).
OdpowiedzUsuń"Pani, on nie gryzie!" to tekst, który działa na mnie jak płachta na byka. Jego bliskim krewnym jest standardowe zdanie "Piesek czy suczka?" i dodanie "Jak suczka to mój nic nie zrobi.". No tak, ale mój może zrobić. Czasami naprawdę zastanawiam się, gdzie Ci ludzie mają rozum, bo na pewno nie w głowie.
OdpowiedzUsuńPuszczone ps luzem to zmora, u nas tak chodzą z cs. Pies totalnie nie ogarnięty, agresywny, a oni się nad nim jeszcze modlą, że przyszedł. Masakra, co do "on nie gryzie" odpowiadam, że on może nie, ale mój tak.
OdpowiedzUsuńŚwietny post! :D
OdpowiedzUsuńCała prawda!
OdpowiedzUsuńU nas jeszcze jest tak: Idziesz sobie spokojnie po polach, nigdzie nie ma ludzi i nagle się pojawia właściciel psem na smyczy. Jak tylko nas zauważy puszcza psa luzem i krzyczy "niech się pieski razem pobawią".
Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
julia9876543210.blogspot.com
Masz rację...Niestety niektórzy nie dorośli do miana właścicieli psów!
OdpowiedzUsuńA tak nota bene-czy Pan Pinczer też był/jest taki strachliwy? Moja Gala to boi się dosłownie wszystkiego, gdy idzie na chodniku przy ruchliwej ulicy... jest to niepokojące, a i niebezpieczne. Gdy staniemy na pasach-rwie się do przodu. Co prawda, ma dopiero 8 miesięcy, ale jak ją odstresować?
Zapraszamy również na zapoznanie Pana Pinczera z blogiem Gali :)
Masz rację...Niestety niektórzy nie dorośli do miana właścicieli psów!
OdpowiedzUsuńA tak nota bene-czy Pan Pinczer też był/jest taki strachliwy? Moja Gala to boi się dosłownie wszystkiego, gdy idzie na chodniku przy ruchliwej ulicy... jest to niepokojące, a i niebezpieczne. Gdy staniemy na pasach-rwie się do przodu. Co prawda, ma dopiero 8 miesięcy, ale jak ją odstresować?
Zapraszamy również na zapoznanie Pana Pinczera z blogiem Gali :)
Bardzo mi się podoba Twoje podejście. Niestety ludzie w dzisiejszych czasach coraz częściej omijają rzeczy istotne. Ci "właściciele" czasami tylko i wyłącznie uprzykrzają życie swoim pociechom traktując to jako obowiązek.
OdpowiedzUsuń