Kolejny długi post. Wykorzystuję prawdopodobnie ostatnie tygodnie, gdy mogę takowego napisać.
Nie wiem jak Wy drodzy blogerzy, ale ja ostatnio bardzo często mam tak, że ochota na pisanie towarzyszy mi niemal non stop. Czasami brakuje pomysłów, a ona i tak jest, i męczy. Po kilku dniach pomysł jednak przychodzi - lepszy bądź gorszy, ale jest. Z wykorzystaniem takowego pomysłu już różnie bywa. Ja ostatnio je wykorzystuję, bo niestety niedługo może nadejść moment, gdy pomimo masy pomysłów, zdjęć, posty kilometrowe nie będą się pojawiać. Wielkimi krokami zbliżają się bowiem egzaminy, a także koniec pierwszego semestru i czasu na buszowanie w Internecie będzie, niestety, zdecydowanie mniej. Czas się w końcu wziąć do nauki...W każdym bądź razie "natchnęło mnie", aby napisać jaki jest pinczer, a także ciut o tym dlaczego właśnie on. Przecież ras jest mnóstwo, można przebierać i wybierać, a ja zdecydowałam się na tak mało "efektownego" psa. Historia ta nie jest ani długa, ani skomplikowana, wręcz przeciwnie. Moim zupełnie pierwszym psem była suczka, w typie pinczera - Maja. W naszym domu pojawiła się, gdy ja miałam zaledwie 6 lat, o psach wiedziałam więc bardzo niewiele. Niespodziewanie odeszła w styczniu 2012 roku, pozostawiając po sobie ogromną pustkę. Gdy miałam osiem lat zakochałam się w owczarkach niemieckich, jednak 13 latka i ONek... to nie za dobry pomysł. I padło na pinczera. :)
Jaki jest pinczer? - pewnie wielu z Was zadaje sobie to pytanie czytając opisy Młodego przedstawiające go najczęściej jako niemyślącego debila chcącego zniszczyć cały świat. :) Według wzorca FCI pinczer to pies pełen temperamentu, pewny siebie i opanowany, a przy tym inteligentny i wytrzymały. Na papierze wszystko wygląda na prawdę nieźle i pinczer prezentuje się jako świetny pies. W rzeczywistości wygląda to już niestety nieco gorzej. I nie mam tu na myśli "ratlerków" czy innych wytworów pseudohodowli chcących zarobić na pieskach XXS, a rasowe pinczery, które do tej pory miałam okazję zobaczyć na wystawach. Byłam świadkiem sytuacji, gdy przy oddawaniu karty ocen, jeden samiec, bez żadnych powodów, rzucił się na stojącego obok spokojnie pinczera. Ze strony sędzi - zero reakcji. I myślę, że to jest sedno problemu. Na wystawach coraz mniejszą wagę przywiązuje się do charakteru, liczy się eksterier, nic poza tym. Takie wrażenia odnoszę po patrzeniu na wystawowe ringi, nie tylko pinczerów. Innym razem, poza ringiem, pinczery potrafiły wydrzeć się do idącego przed nimi psa. Ot tak, bez powodu. Temperament temperamentem, ale w mojej opinii takie zachowania są niedopuszczalne. W przypadku wyboru miotu bądź hodowli pinczerów nie kierujcie się tylko i wyłącznie tytułami, bo to żaden wyznacznik charakteru danych psów.
Pinczerowy światek jest o tyle trudny do zrozumienia, że istnieje jedynie światowa baza pinczerów - próżno szukać jakichkolwiek for o rasie. O jakiekolwiek informacje również nie jest najłatwiej bowiem rasowe pinczery są w Polsce dość rzadkie, dość dużo polskich psów mieszka za granicą co może nieco utrudnić rozeznanie się. Jednak, na całe szczęście, żeby znaleźć dobrego pinczera nie musimy importować psa spoza granic naszego kraju, bo i u nas jest kilka hodowli wartych uwagi. :)
Być może ten post jest swego rodzaju wstępem do całego cyklu o pinczerach, który cały czas jest w sferze planów. Chciałabym bowiem jak najbardziej przybliżyć Wam rasę, a także dodać kilka niespodzianek, więc myślę, że wystartujemy z tym po Nowym Roku. Jeszcze zobaczymy.
~*~
A teraz dość króciutko o tym co u nas, bo poczyniliśmy pewne, malutkie postępy. Wczoraj mieliśmy okazję uczestniczyć w dość licznym spacerku. Ekipa prezentowała się o tak:
![]() |
| Od lewej: Agata&Sara, My, Ala&Gabi, Holy, Setus |
W dodatku spacer natchnął mnie do tego, aby... spróbować znowu z frisbee! Na ten moment staram się pokazać Panu Pinczerowi, że fri jest fajne i że nim też można się szarpać. Z każdą kolejną próbą jest malutki postęp, kroczek do przodu. Obecnie posiadamy dysk, który jest dla nas niezbyt odpowiedni, bo dla Młodego za duży, ale do samego szarpania i pseudo-rollerów wystarcza. Mam nadzieję, iż w przerwie świątecznej uda się spotkać z Alą i Gabi, a wówczas popróbujemy czegoś z ich deklami, a potem kto wie... może kupimy swoje i się wkręcimy? :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz