sobota, 26 listopada 2016

Dlaczego warto?

Nasza "walka" o to, aby w miarę normalnie funkcjonować z Panem Pinczerem trwa już od bardzo dawna. I jak to się mówi: raz na wozie, raz pod wozem. Dokładnie tak można opisać nasze wspólne życie. Nie ma co ukrywać, często zadaję sobie ciche pytanie: po co to wszystko robię?! 
Wiecie co zdarza nam się usłyszeć od naszych nie zapsionych znajomych? Ja nie rozumiem, że wy jeszcze tego psa macie lub ja już dawno bym go uśpił. Przeraża mnie takie myślenie u ludzi. Nico potrafi zaleźć za skórę, czasami wręcz dosłownie, jednak jest członkiem naszej rodziny i najzwyczajniej w świecie, nie poddamy się łatwo. Mimo, że często miewamy chwile załamania.

Nie raz zdarzało się tak, że po niesamowitym dla nas sukcesie, cofaliśmy się o dwadzieścia kroków w tył. Ogarnęliśmy jedno, zaczynało psuć się drugie. I tak co jakiś czas. Po chwili na głębszy oddech, u nas obu, wracamy z powrotem do pracy.

Obecnie, nie ma co ukrywać, znowu mamy ten gorszy okres. Bywa bardzo niefajnie, momentami wręcz strasznie i smutno. Przez głowę znowu przelatują myśli pokroju mam już dość, ale na całe szczęście tylko przelatują, nie zostają ze mną na dłużej. ;) Na nowo musimy zacząć kombinować, lecz przede wszystkim - nie poddawać się i szybko brać się w garść. Powiem Wam, że na razie nie wychodzi to najgorzej.

I w sumie, między innymi dlatego piszę ten post - aby uświadomić sobie, że ten cały trud nie idzie na marne, nie jest na pokaz. A więc, dlaczego warto? Głównie dla Młodego. Po to, żeby dobrze mu się żyło, bez lęku, strachu, wycofania i skorupy oddzielającej go od całego świata. Nigdy nie będzie w stu procentach normalny, ale najważniejsze dla mnie i tak jest to, aby on był najzwyczajniej w świecie szczęśliwy. Tak w pełni, w większości napotykających go sytuacji. Warto też dla samej siebie, bo te wszelkie sytuacje wiele mnie uczą. Niektóre z nich, zmieniły moje podejście o 180 stopni, inne załadowały do głowy solidną garść wiedzy.

Ciężko mi powiedzieć co będzie z nami dalej. W normalnych teamach ciężko to przewidzieć, to co dopiero u nas. :P Ale pewna jestem jednego: łatwo się nie poddamy. Niedługo planuję skontaktować się z prawdopodobną właścicielką rodzonego brata Nico, a to może mi dać wiele cennych informacji i bardzo pomóc w dalszej pracy z Panem Pinczerem. Trzymajcie kciuki, abym otrzymała odpowiedź na mail, który już wkrótce zostanie wysłany.

A Wam życzę przede wszystkim braku zwątpienia, dalszej zawziętości, chęci i cierpliwości do pracy z Waszymi psami. Na prawdę, warto czasami zagryźć zęby i wyważonym krokiem iść do przodu. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz