Bo swój świat wyznaczają ludzie, których się spotyka, zdarzenia w których się uczestniczy i wspomnienia, które chce się mieć. ~ Janusz Leon Wiśniewski
Kolejny rok za nami. Masa nowych doświadczeń, nowych znajomych, nowych akcesoriów w psiej szafie (nigdy się z tego nie wyleczę...). Jak zwykle mieliśmy też swój gorszy moment, jednak daliśmy radę, dzięki czemu możemy nie tylko podsumować rok 2016, ale i planować 2017. :)
Gdybym miała wyróżnić w tym roku jakieś szczególne momenty, zdecydowanie byłyby to Latające Psy w Poznaniu oraz październikowe Time to Start w Annówce.
Na LP Nico udowodnił mi, że jak chce to potrafi się zachować całkiem przyzwoicie. Przestałam się bać zabierać go w nieco bardziej zatłoczone miejsca. Nadal podchodzę do tego z dużą rezerwą i ostrożnością, ale już ze świadomością: tak, to MOŻE się udać! Ponadto, poznałam wówczas wielu cudownych ludzi, przynajmniej z częścią z nich mam stały kontakt. To coś cudownego, gdy masz wokół siebie ludzi, którzy w całości podzielają Twoje zainteresowania, wspierają Cię, mimo że są daleko od Ciebie i widzicie się bardzo rzadko.
Natomiast TTS... Och, coś absolutnie cudownego. Byłam stety-niestety bez czworonoga u boku, ale nareszcie byłam w Annówce! Marzyłam o tym od długiego czasu, w końcu się udało. Zobaczyłam jak to wszystko wygląda i muszę się przyznać - wpadłam po uszy. Zakochałam się w miejscu, ludziach, atmosferze... I wiem, że przyjadę tam jeszcze nie raz. :) A co właściwie najważniejsze: to seminarium, oprócz sporej dawki wiedzy, obdarowało mnie również solidnym kopem motywacyjnym. To, na jakim etapie z Młodym znajdujemy się obecnie, jest niemalże wyłącznie dziełem owego kopa. Teraz pozostało nam tylko dalsze zdobywanie doświadczeń, wiedzy oraz szlifowanie tego co mamy. Jest co robić.
Jak zwykle, nie mogło obejść się bez kryzysu. Pisałam o tym na blogu, nie zamierzam się już na ten temat rozwodzić, ponieważ to jest za nami. Było, minęło, a my żyjemy dalej. Muszę przyznać: oczywiście, że wolałabym, aby moje życie z Panem Pinczerem było maksymalnie łatwe, proste i przyjemne. Ale to właśnie te kryzysy, momenty w których wydaje mi się, że to już koniec, nie ma odwrotu, wzmacniają nas jako team. Naszą chęć do dalszej pracy, nad tym, aby było chociaż względnie normalnie.To dla mnie prawdziwa nauka o tym, jak podnosić się z kolan.
Jeśli zaś chodzi o zbliżający się wielkim krokami rok 2017. Trochę planów mamy, nie powiem, że nie. :) Ich realizację mamy zamiar rozpocząć już niedługo. Możliwe też, iż w naszym życiu troszkę się pozmienia. Bardzo mocno wierzę w to, że oboje z Młodym będziemy na to gotowi i sprostamy wyzwaniom, które na nas czekają. Wytrzymałam z nim już ponad trzy lata, tyle osiągnęliśmy, więc powinniśmy dać radę. Mam nadzieję, że jeszcze wszystkich zaskoczymy. Pozytywnie, oczywiście.
Na koniec, wraz ze Zgredem, pragniemy złożyć Wam życzenia: spokojnych, radosnych, pełnych uśmiechu świąt Bożego Narodzenia. Spędźcie je bez pośpiechu, tak aby odpocząć i na prawdę poczuć ten wyjątkowy klimat. :)
A Nowy Rok? Przede wszystkim: dużo sił, chęci, pewności siebie w tym co robicie. Masy cierpliwości przy dążeniu do wymarzonych celów. Ale również rozumu i rozsądku, który nie pozwoli podjąć pochopnej decyzji. I dużo, dużo zdrówka.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz