czwartek, 11 grudnia 2014

Plany na przyszłość - why not?

Dzisiaj post długi, bo choć miałam wątpliwą przyjemność pisania próbnych egzaminów, pisać chcę nadal. A nad czym będziemy się tak rozwodzić? Nad przyszłością. Ciekawe co wymyśliłam, prawda?

Tytuł jak i wstęp do tego postu jest dość zagadkowy, ale bez bicia przyznam się, że chciałam, aby dokładnie tak wyszło. Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, iż wszystko co jest w tym poście zawarte to tylko i wyłącznie plany. Nic konkretnego, wszystko może się jeszcze pozmieniać - jak w życiu. I od razu uspokajam wszystkich, nie Pan Pinczer nie zostanie porzucony w lesie, jak mi to kiedyś zasugerowano. Przejdźmy może jednak do rzeczy.

Nie patrzę!
A jednak patrzę ;)

Następna sprawa nad którą musimy popracować to motywacja - u nas obu, żeby nie było. Jak wspomniałam wcześniej u mnie z tą motywacją do tej pory było krucho, ale sam Młody również nią nie grzeszył. Jako, że moje podejście powoli się zmienia to najwyższy czas na niego. ;) Przede wszystkim muszę w końcu poustawiać domowników, aby nie bawili się z Terrorystą wtedy kiedy on chce. Ma być na odwrót, tzn. zabawa wychodzi tylko i wyłącznie od nas. Próbowałam to wprowadzić już jakiś czas temu, lecz nie wyszło. Przyznam się, że ja sama siebie nawet nie posłuchałam. Ah, te pinczerowe oczyska! :)
W dodatku chcę uelastycznić Pana Pinczera. Brzmi strasznie, co nie? Ale spokojnie, Młody nie będzie rozciągany na przerażających konstrukcjach. Do tej pory Nico potrafił pracować tylko i wyłącznie na smaczki, w wyjątkowych sytuacjach na swoje ukochane piłki AirDog z KONGa. Jednak zazwyczaj zabawka wywoływała u niego euforię, nie potrafił się skupić i w miarę normalnie pracować. Nie jest to dla mnie priorytetem, jeśli nie uda się tego osiągnąć - nie będę w żaden sposób żałować, choć nie ukrywam, iż taka "elastyczność" byłaby dla nas dość dużym ułatwieniem.
Z tych ważniejszych rzeczy dotyczących naszej pracy zdecydowanie należy wymienić jeszcze jedno, a mianowicie - szarpanie. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Młody szarpał się bardzo ładnie, lubił to i często właśnie w ten sposób się bawiliśmy. Potem poznaliśmy naszą Panią Behawiorystkę, która jakiekolwiek, chociażby najmniejsze szarpanko, odradzała. Szarpanie odeszło więc w zapomnienie. Całkiem niedawno ponownie zaczęłam się z Terrorystą szarpać, a właściwie próbowałam, bo on kompletnie nie wiedział co robić. Nie szarpał się już tak, jak kiedyś. Powiem Wam, że szarpał gorzej niż znajomy, młodziutki whippet. Poczytałam, popytałam i uzyskałam odpowiedź, iż szarpanie nie wywołuje u psa agresji. Postanowiłam więc, że maksymalnie będziemy wzmacniać szarpanie tak, aby było na zadowalającym poziomie. Mogę nawet uznać, że powoli to robimy - bez szału, ze spokojem, ale jakoś idzie. Malutką poprawę już widzę - ostatnio Pan Pinczer ośmielił się nawet wydobyć głos podczas szarpanka. :) Wkrótce chcę zakupić kilka zabawek typowo do szarpania i może wejdziemy na wyższy level.
Oprócz aspektów, które na pewno poprawią naszą pracę są jeszcze te, które mają poprawić nasze wspólne życie. Jak pewnie wiecie, lub też nie, Młody jest psem strasznie nieufnym wobec obcych, potrafi być wobec takowych agresywny. O ciągłym szczekaniu nie wspominając. Pani Behawiorystce trochę czasu zajęło przekonanie go do siebie, ale przy pomocy parówek i innych smakołyków, a także ogromnej dozie cierpliwości - udało się. Ale i tak Pani jest obszczekiwana przy każdym wejściu do domu. Jest ona jedną, z dwóch osób, które Pan Pinczer akceptuje pomimo tego, że nie poznał ich we wczesnym szczenięctwie. Dlatego w przyszłym roku postaram się z nim często wychodzić do centrum, żeby miał okazję przejść obok ogromnej, dla niego, ilości ludzi. Najwyżej będę się wstydzić swojego psa, ale jednocześnie mogę mu trochę pomóc, a to jest dla mnie ważniejsze. ;)
Tak jak mówiłam na samym początku tego jakże długiego posta (a jest jeszcze dalsza część...) - mam chęci do działania i wiarę we własnego psa. Te dwa "składniki" z pewnością pomogą nam w dalszej pracy. Być może jeszcze przed pinczerową "emeryturą" uda nam się wyskoczyć na jakieś seminarium, albo zawody? Ja mam taką nadzieję i bardzo mocno w to wierzę! :)
A teraz czas na plany, które nie są związane bezpośrednio z Panem Pinczerem, a jednocześnie są dość odległe. ;) Nie zamierzam ukrywać, że już jakiś czas myślę nad młodszą siostrą dla Młodego. Czytam, edukuję się, a jednocześnie staram się wymyślić bilion sytuacji, które mogłyby zaistnieć na linii "siostra-brat". Są to nieco tajemne plany, mama nic konkretniejszego nie wie. Jak dotąd miała jedynie okazję usłyszeć: mamy dwie ręce, żeby mieć gdzie dwie smycze trzymać, kilkaset razy. Reakcje zazwyczaj są takie same, chyba domyślacie się jakie. Także najbardziej realny termin przybycia ewentualnej młodszej siostry jest za 6 lat. Ale wierzę w cuda, pracuję nad sobą, więc kto wie. ;)
Mimo ogromnej i wiecznej miłości do pinczerów, Młodsza Siostra pinczerem raczej nie będzie. Podoba mi się mnóstwo ras, z różnych grup FCI, ale w ostatnim czasie udało mi się zawęzić krąg "wybrańców" do trzech ras. Wszystkie to pastuchy. Na ten moment faworytem jest owczarek australijski kelpie , a później ex aequo znajdują się border collie i owczarek australijski (aussie). Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie te rasy są wymagające niemal pod każdym względem (ruch, praca fizyczna i psychiczna), ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że jeśli zacznę super pracować z Panem Pinczerem to dam radę z każdą z nich. Powiem tak - pożyjemy, zobaczymy. Na pewno będę chciała się spotkać z niejednym przedstawicielem tej "świętej trójcy" i zobaczyć "z czym to się je". Dla mnie priorytetem był, jest i nawet będzie Terrorysta, więc wszelkie myśli o Młodszej Siostrze są daleko za tymi o Panu Pinczerze. :)

2 komentarze:

  1. Ale Nico ma fajne ubranko. :D Szczeniaczek byłby super pomysłem, sama od niedawna mam przyjaciółkę dla swojej Księżniczki i świetnie się razem bawią, uczą. ;D Trzymamy kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta bluza jest już jedyną, w którą się mieści - kupiona w Netto rok temu. Dużo już przeszła, a nadal się trzyma. Na pleckach jest napis "Witch in training", także no. :D Muszę mu coś nowego kupić, bo ta też już jest przymaława i nie wiem na co się zdecydować (Adidog odpada - musi być coś rozpinanego).
      Cóż, według mnie to też jest super pomysł. Oczywiście, są pewne aspekty życia, w których Młody musiałby się dla Młodszej Siostry poprawić (np. bronienie zasobów), ale nad tym i tak będziemy pracować, więc... Chociaż mamie niezbyt się to podoba. :D Dziękujemy za kciuki!

      Usuń