Agility marzyło mi się niemal od samego początku mojej przygody z psim światkiem. Sama nie wiem dlaczego padło akurat na agi, ale jak to mawiają - serce nie sługa. Planowałam, że będę wymiatać na zawodach wraz z moim dzielnym pinczerem. Życie nieco mi te plany zweryfikowało, bo w przypadku Nico, przez bardzo długi czas mieliśmy ważniejsze kwestie do rozwiązania, aniżeli profesjonalne treningi. Byłam już praktycznie pogodzona z faktem, iż nigdy nie będziemy mieli szansy choćby spróbowania czegoś więcej niż skakanie przez jedną hopkę z Biedronki.
Jak wspominałam w podsumowaniu 2016 roku, październikowe Time to Start w Annówce, na którym byłam bez Pana Pinczera było dla mnie przede wszystkim ogromnym kopem wiedzy i motywacji. Dodatkowo, miało jeszcze jedna, ogromną zaletę - na własnej skórze przekonałam się jak wygląda pobyt w tym magicznym miejscu. Kiedy byłam tam sama, obserwowałam inne czworonogi czy cały, annówkowy rytm dnia i coraz bardziej przekonywałam się, że Młody dałby tu radę. Krótko po powrocie do domu, napisałam do Pani Marty czy jest możliwość, abyśmy przyjechali wraz z Terrorystą na styczniowe TTS. Odpowiedź była pozytywna.
Przez następne tygodnie, co po kilka godzin miałam napad wątpliwości - czy aby na pewno dobrze robię, czy nie nie rzucę na barki swojego psa zbyt dużo z powodu moich ambicji... Muszę przyznać, że na prawdę się bałam, ale jednocześnie miałam silne poczucie, że musimy spróbować. Jednak tydzień przed wymarzonym weekendem, chwyciło mnie choróbsko. Wylądowałam na antybiotyku, cały wyjazd stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Przekonywanie mojej mamy trwało długo, ale udało się.
Już sama podróż do Annówki była dla Nico sporym wyzwaniem. Do Poznania jechaliśmy wprawdzie samochodem, jednak w stolicy Wielkopolski miała miejsce przesiadka na pociąg. Wierzcie mi lub nie, jednak do wagonu wsiadałam cała spięta, zestresowana, tym bardziej że był on pełen ludzi - musieliśmy ulokować się na schodach. Co było dla mnie sporym zaskoczeniem, Terrorysta był zadziwiająco spokojny. Nie piszczał, grzecznie leżał w transporterze. Alarm podniósł raz, gdy jedna pani schodząc po schodkach, niechcący trąciła jego azyl. Poza tym - anioł, nie Pan Pinczer.
Dotarliśmy na miejsce, mi serce już praktycznie staje, a jednocześnie cieszę się jak głupia, bo przecież w końcu jestem w Annówce ze swoim psem! :P Także rozpoczęcie jednego z najlepszych weekendów w naszym wspólnym życiu, było okupione moim rozdwojeniem jaźni. Jednak Nico absolutnie stanął na wysokości zadania. Jasne, że nie był super grzecznym i kochaniutkim pieskiem, w życiu bym tego od niego nie oczekiwała, ale udowodnił mi jak bardzo się zmienił. Nie spowodował strat w ludziach, ani pieskach, więc to już jest duży plus, bo właściwie tego obawiałam się najbardziej. Podczas biegania torku tylko trzy razy łapał schizę w stylu: o kurde, inni ludzie/pieski, lecę szczekać! A bałam się, że tego typu zachowanie będzie występować non stop. Do tego nie wył podczas zostawania samemu w pokoju, co najwyżej piszczał i robił burdel w transporterze.
Samą pracą na torze też jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Przed wyjazdem miałam wizję Pana Pinczera latającego po całym placu i obszczekującego wszystko jak leci, bez jakichkolwiek chęci do pracy. A tu niespodzianka, bo Zgredzik potrafił się całkiem ładnie skupić. :) Pogoda nie dopisała kompletnie, było mokro i zimno, więc najgorsze możliwe kombo dla pinczera. Lecz pomimo tego Terrorysta bardzo się starał, dawał z siebie tyle, ile w takich warunkach był w stanie.
Mimo swoich wszelkich wątpliwości, obaw co do tego wyjazdu, teraz mogę powiedzieć, że podjęłam dobrą decyzję. Potrzebowaliśmy tego, aby zobaczyć na ile nas stać, co jest złe i do poprawki, a co jest do zaakceptowania. Nie wspominając o tym, ile wiedzy i doświadczeń znowu udało nam się otrzymać. Był to cudownie spędzony czas, na pewno długo będziemy jeszcze wspominać nasze pierwsze, wspólne semi. :)
Na koniec pragnę podziękować Klaudii i Abi, bowiem dziewczyny dzielnie nam towarzyszyły od samego początku do końca, co również wiele nam dało. Bez nich chyba byśmy zginęli. :D
Pozdrawiamy
Power Team

Widzę, że wyjazd był udany! ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy M&B